W blogowych statystykach widać, że Wy – drogie czytelniczki i drodzy czytelnicy – przychodzicie tutaj głównie ze względu na Bielską Jesień. Z dedykacją dla Was i dla wszystkich innych – kontynuuję wątek tegorocznej edycji tego konkursu. Pojawiła się pierwsza laureatka oraz pełna lista finalistów.
Zgodnie z przewidywaniami z poprzedniej notki głosami publiczności zwyciężyła Katarzyna Krauze-Romejko. Popularność konkursu internetowego jednak była znikoma – dla przykładu, laureat poprzedniej nagrody publiczności Adam Rutkowski uzyskał 1930 (na 40 726 oddanych) głosów. Krauze-Romejko otrzymała zaledwie 334 (na 1372 oddanych). Wbrew przewidywaniom, że like-boty są w powszechnym użyciu, wydaje się, że w 2017 roku wybierali ludzie.
źródło: Galeria Bielska BWA |
Fanpage Galerii Bielskiej BWA również opublikował finałową listę artystek i artystów zakwalifikowanych do konkursowej wystawy. Kto zwycięży w tej edycji? Odpowiedź, zdaje się, będzie przewidywalna – podobnie temu, jak przewidywalną imprezą jest Bielska Jesień. Rekordowa liczba zgłoszeń w niczym temu konkursowi nie pomogła – poziom jest niższy niż w poprzednich edycjach, a zgłoszone prace prezentują wyjątkowo wyrównany poziom. Jednak to ten wyrównany poziom to raczej smutna konstatacja, niż zwyczajowa formułka, która ma połechtać uczestniczki i uczestników. Jednak zabawmy się w wróżkę-jury i oceńmy, na ile jesteśmy w stanie wysondować ewentualny wybór komisji. Albo sprawdźmy, czy na miejscu Wróblewskiej, Truszkowskiego czy Kosałki mielibyśmy ciężki orzech do zgryzienia.
źródło: Galeria Bielska BWA |
Zdaje się, że mamy wszystko to, co na
zachodniej scenie. Jest figuratywizm dość epigońsko nawiązujący do gwiazd artwoldu Nicoli Samori, Alexandra Tinei, Adriana Gheniego, Victora Mana czy przedstawicielstwa
nieco starszego pokolenia (Marlene Dumas i Luca Tuymansa). Pracami Piotra
Kotlickiego, Kseni Gryckiewicz, Roberta Bubla, Olgi Dziubak, Bartka Górnego
(nagrodzony w 2015 r.) czy Moniki Chlebek polski arthome udowadnia, że trzyma rękę na pulsie i wie, co modne. Pojawiają
się – w końcu jesteśmy w Polsce – nawiązania do Grupy Ładnie w postaci obrazów
Marcina Jarycha, Tomasza Kołodziejczyka, Joanny Łańcuckiej, Magdaleny
Łapkowskiej oraz instalacji malarskich Karoliny Balcer. Pośrednio pod tą
szufladkę pasuje także zestaw Krzysztofa Piętki. Jeśli Ładniści to i muszą być
także tzw. Zmęczeni Rzeczywistością: Dominika Kowynia (niepokojąco podobna do
laureatki zeszłej edycji – Martyny Czech), Justyna Adamczyk, Julia Pilecka,
Michał Gątarek oraz Wojciech Kielar. Swoje prace nadesłał również Kamil Kukla –
jednak jest to zestaw prac znacznie mniej udanych niż te, które pojawiły się w
zeszłej edycji Bielskiej Jesieni. Są postinternetowe, (subiektywnie rzecz
biorąc mało odkrywcze) żarty Wiktora Dyndo (laureata poprzedniej edycji) i
Marka Rachwalika (wieje tutaj zeszłorocznym finalistą Michałem Kamińskim). Sporo
jest także ekspresjo-prymitywizmu dzięki obrazom Tomasza Kwiatkowskiego, Anny Demianiuk,
Małgorzaty Mirgi-Tas (laureatka poprzedniej edycji) i Katarzyny Kukuły. Mikołaj
Kowalski zdradza, że bardzo kocha się w gęstych od farby reliefach Cyryla
Polaczka, jest także kategoria „dużo postarania” – myślę tutaj o Agnieszce
Łapce i jej szlagmetalu. Gdzieś pośród tego lewituje ilustracyjny Michał Cygan
(oraz jego znacznie słabsze obiekty-bloki mieszkalne) i jedyna wśród finalistów z galerii Potencja – Karolina Jabłońska.
Jest też obowiązkowe 30 procent
abstrakcji – m.in. minimalistyczne płótna Emilii Kiny, różowe instalacje
Małgorzaty Kalinowskiej, outsiderskie bristole Filipa Moszanta oraz Rafał
Czępiński i Marta Antoniak. Są też – żebyśmy się nie znudzili
na śmierć – kurioza. Nie ma jeleni wśród finalistów (choć pojawia się jeden w zgłoszeniach), ale są nieśmiertelne młodosztuczne popisy
na temat (foto)realizmu: portret Klaudii Ka, sceny domowe Joanny Kaucz,
popiersia Dawida Czycza, czy wilczyca kapitolińska Katarzyny Frankowskiej i
porno-stencile Andrzeja Cisowskiego. Jest też połączenie Izabeli Chamczyk
(laureatki poprzedniej edycji) z średniej jakości figuratywizmem – obiekty Sebastiana
Kroka. Na to wszystko spogląda rysowany kredą Karol Marks. Średnio do siebie podobny.
Rua Golba, Class War, 2015, akryl i kreda na bilboardzie, 170x90 cm |
Taki zakres wyboru ma tegoroczne jury. Zatem kto ma szansę na nagrodę w tym roku?
Z pewnością którąś z nagród
dostanie Karolina Jabłońska. Ze strategicznego punktu widzenia – dobrze byłoby,
gdyby jury nagrodziło którąś z jej prac. Jabłońska miała już na swoim koncie
indywidualne wystawy (w tym: w Rastrze), interesuje się nią krytyka artystyczna
oraz kolekcjonerzy (m.in. ostatni zakup do Fundacji Sztuki Polskiej ING). Do
tej pory jury Bielskiej na Jabłońskiej się nie poznało – w zeszłej edycji
nagrodzoną została Martyna Czech, która w przeciwieństwie do Jabłońskiej
większej kariery nie zrobiła. Nagroda Bielskiej dla tej artystki po prostu
będzie potwierdzeniem oczywistości, że na polskim rynku malarstwa Jabłońska już
coś znaczy. Podobnie, choć w mniejszym stopniu może być z Kamilem Kuklą –
niedostrzeżonym w edycji z 2015 roku.
Być może którąś z nagród otrzyma Lena Achetlik – kontynuatorka niezbyt
odkrywczej polskiej recepcji prac (wraz m.in. z Pawłem Baśnikiem1 i Łukaszem Stokłosą) znakomitego Nicoli Samori. Jej prace będą
argumentem za tzw. prawdziwym malarstwem – jest to olej na płótnie, laserunek,
jakoś odmalowane są te fotografie. Fanki i fani Ewy Juszkiewicz zgodzą się na
taki właśnie wybór. Podobnie jak na wybór którejś z propozycji od Agnieszki Łapki.
Również poważnym kandydatem do
nagrody może się okazać Marek Rachwalik – artysta już promowany przez
głównonurtową krytykę. Jest modny, podobno zabawny i aktualny. Na kanwie jego prac możliwym jest pisać długie teksty krytyczne – a środowisko artystyczne takie postaci sobie ceni. W jego twórczości pojawiają się wątki, które przecierał kilka lat temu m.in. Tymek
Borowski z Czosnek Studio. W dodatku Rachwalik jest (w miarę) charakterystyczny – przynajmniej jak w polskim polu sztuki.
Istnieje szansa, że sama tematyka
może być przepustką do którejś z nagród – cykl sylwet Parlamentu RP Karoliny Balcer. Aktualna sytuacja polityczna niejako zmusza do wyboru pracy jakkolwiek
zaangażowanej społecznie – wybór wśród finalistów jest skromny, dlatego uwaga
może być skupiona akurat na Balcer. Nie są to prace szczególnie odkrywcze ani
realnie zaangażowane, ale takie stwarzają wrażenie. Przynajmniej dla
postronnych, na pierwszy rzut oka. Być może ktoś zahaczy o kwestie
kobieco-ekologiczne (wybaczcie mi tę kategorię), myśląc o ewentualnym
uzasadnieniu wyboru pracy wybuchowych wagin Katarzyny Kukuły. Mam nadzieję, że
jednak nikt się nie zniży do tak karykaturalnej kandydatury.
Nie od dziś wiadomo, że konkursy
malarskie (m.in. właśnie Bielska czy Nagroda im. Gepperta) robią wiele, aby
oddalić od siebie widmo konserwatyzmu. Organizatorzy chętnie wyróżniają prace, które
korzystają z niestandardowych mediów malarskich. W zeszłej edycji przykładami
tej efektywnej taktyki była twórczość Izabeli Chamczyk, Irminy Staś, Bartosza
Kokosińskiego czy Marty Antoniak. W tym roku nielicznymi kandydatami do nagrody
z pewnością są obrazy takie jak Marty Antoniak („zmywalne tatuaże na płótnie”),
różowości Małgorzaty Kalinowskiej czy futrzany kontur Polski (co ci artyści
mają z konturem Polski?) Marcina Jarycha. Komisja może też być zainteresowana
psychodelicznymi kompozycjami Filipa Moszanta. Jedną z pewnych kandydatek do
nagrody jest Emilia Kina. Także dla potwierdzenia trendu (odmieniany przez wszystkie przypadki zombie formalizm), który zakwitł w pewnych krakowskich kręgach dzięki
Nagrodzie Artystyczna Podróż Hestii dla Katarzyny
Szymkiewicz. Jak wspominałem w poprzedniej notce – konkursy są po to, by
podtrzymywać status quo. Całe szczęście u Kiny zombie formalizm pojawia się w
mniejszym stopniu niż u Szymkiewicz.
Moim prywatnym zaskoczeniem są
nowe prace Bartka Górnego – którego rozwój w stronę malarstwa w duchu Victora
Mana to zdecydowanie lepszy kierunek, niż wizja, w której zatrzymuje się na
etapie swoich prac z 2015 r. Olej „Mężczyzna z truskawką” to niezły obraz – a z
pewnością wśród obrazów finalistów tegorocznej Bielskiej jeden z najlepszych. Oprócz niego pojawiły się sprawne obrazy Mateusza Szczypińskiego, Pawła Szeibela oraz Wojciecha Szybista. Niewiele ponadto.
O
czym to dość nudne podsumowanie świadczy? Bielska Jesień straciła swój prestiż,
interesują się nią częściej amatorki i amatorzy, niż pierwszoligowi twórczynie
i twórcy, którzy działają w dziedzinie malarstwa. Rekordowa liczba uczestników
nie jest czynnikiem, który działa na korzyść konkursu, a dużym procentem finalistów zostały osoby już nagrodzone w poprzednich edycjach. Być może młode pokolenie
jest zdecydowanie bardziej zainteresowane tworzeniem wszystkiego oprócz obrazów.
W przeciwieństwie do edycji BJ z 2015 r. – w tegorocznym konkursie niezłych obrazów było bardzo, bardzo mało. Wybór, jaki ma w tym roku komisja jest skromny – bez zaskoczeń, absolutnych faworytów i naprawdę ciekawych prac. Bazując na dość reprezentatywnej próbie, jaką jest ten konkursowy zbiór – można stwierdzić, że malarzom dzisiejsze czasy nie służą. Albo inaczej: służą stagnacji. Pojawiały się prace o zdechłych kotach, polemika z pojęciem polskich obozów koncentracyjnych, brzydkie słowa, stający dęba centaur, fotorealki porodów czy obiekty ulubieńców galerii Henryk. Z dziedziny malarstwa zaangażowanego politycznie zgłoszono ocieplanie wizerunku prawicowych polityków oraz portret Macierewicza obok głowy Lenina. Nie powstały żadne interesujące wypowiedzi, a maluje się o niczym – tak, jakby nic się nie stało, a samo medium wydawało się zupełnie nieme. Pozostaje wierzyć, że przez dwa ostatnie lata malarki i malarze robili coś innego, niż malowali obrazy. Natomiast w połowie listopada, wraz z werdyktem jury przekonamy się co z tą Bielską Jesienią w tym roku będzie. Zobaczymy, czy będzie ze mnie dobra artworldowa wróżka.
________
1 Co ciekawe, Paweł Baśnik nie zakwalifikował się do finału tegorocznej edycji.
W przeciwieństwie do edycji BJ z 2015 r. – w tegorocznym konkursie niezłych obrazów było bardzo, bardzo mało. Wybór, jaki ma w tym roku komisja jest skromny – bez zaskoczeń, absolutnych faworytów i naprawdę ciekawych prac. Bazując na dość reprezentatywnej próbie, jaką jest ten konkursowy zbiór – można stwierdzić, że malarzom dzisiejsze czasy nie służą. Albo inaczej: służą stagnacji. Pojawiały się prace o zdechłych kotach, polemika z pojęciem polskich obozów koncentracyjnych, brzydkie słowa, stający dęba centaur, fotorealki porodów czy obiekty ulubieńców galerii Henryk. Z dziedziny malarstwa zaangażowanego politycznie zgłoszono ocieplanie wizerunku prawicowych polityków oraz portret Macierewicza obok głowy Lenina. Nie powstały żadne interesujące wypowiedzi, a maluje się o niczym – tak, jakby nic się nie stało, a samo medium wydawało się zupełnie nieme. Pozostaje wierzyć, że przez dwa ostatnie lata malarki i malarze robili coś innego, niż malowali obrazy. Natomiast w połowie listopada, wraz z werdyktem jury przekonamy się co z tą Bielską Jesienią w tym roku będzie. Zobaczymy, czy będzie ze mnie dobra artworldowa wróżka.
________
1 Co ciekawe, Paweł Baśnik nie zakwalifikował się do finału tegorocznej edycji.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz