19 sierpnia 2017

Bielska Jesień jest super

od lewej: Dorota Niewiadomska, Różne oblicza; Joanna Stachyra, Nie istniejący cud; Claudia Metto, Halina
źródło: https://bj2017.pl/

Powiedzmy to sobie szczerze – konkursy w ramach polskiego artworldu są piekielnie nudne. Wyniki są rozczarowujące bądź – co najwyżej – przewidywalne. Konkursy o formule otwartej, które zachęcają do partycypacji uczestnika, niezależnie od jego stażu pracy czy wykształcenia, przynoszą podobne rezultaty, jak przeglądy skierowane do grona studentów lub/i profesjonalistów. Można próbować się łudzić, że rozstrzygnięcie któregokolwiek wskaże nową gwiazdę (lub większą ich plejadę), szokująco dobrego debiutanta/dobrą debiutantkę lub wyciągnie z niebytu któregoś z nieobecnych lub którąś z nieobecnych. Konkursy wedle tych złudzeń funkcjonują – dlatego portfolia się wysyła, czeka na listy laureatów i laureatek oraz z drżeniem serca otwiera fotoreportaże z wernisażu. Albo: czeka na wściekłe komentarze przegranych/rozczarowanych pośród setek gratulacji, fejsbukowych serduszek i kurtuazyjnych zachwytów. Albo: wertuje galerie odrzuconych, pominiętych, skazanych na nieuwagę i zapomnienie w ramach konkretnego (hehe) sparingu na pędzle. Niewielu organizatorów pozwala sobie na udostępnienie galerii wszystkich nadesłanych prac – a to, w całej konkursowej nudzie, jest najciekawsze. Jednak Biennale Malarstwa Bielska Jesień – jako nieliczna – udostępnia niemal wszystko, co zostało wysłane na konkurs. I za to chciałbym im podziękować, bo dzięki temu się nie nudzę.


A tak serio – z socjologicznego punktu widzenia: taki zbiór to dość reprezentatywna próba wysiłków twórczych z ostatnich kilku lat. Z artworldowskiego punktu widzenia: jest to jakiś zamiennik PRLowskich przeglądów twórców polskich – o kontynuację których zabiega szereg twórców i teoretyków z prawej strony środowiska. Dzięki udostępnionej bazie wszystkich zgłoszeń (a jest to prawie 700 osób i 3000 prac) artystyczna scena zaczyna się ujawniać w całej swojej różnorodności. Dają się prześledzić strategie, które kierują twórczyniami i twórcami: konformistyczne, epigońskie, konserwatywne, outsiderskie i akademicko-awangardowe. Pojawiają się prace naśladujące laureatów sprzed dwóch lat; serie prac, które chcą potwierdzać wyznaczone już głównonurtowe trendy oraz obiekty, które pasują do narracji o wiecznie żywej „tradycji warsztatowej”. To nic nowego. Jednak same proporcje pomiędzy poszczególnymi grupami są interesujące. Samoistnie pojawiają się tzw. gwiazdy socjometryczne, wokół których pulsują współcześni polscy twórcy, którzy próbują naśladować efekty i rozwiązania, jakich te gwiazdy używają. To jest realna mentalna mapa polskiego artworldu. Można stwierdzić, że właśnie tego bardziej konserwatywnego – jeśli malarstwo pojmować za medium konserwatywne. Z mapy wynika właśnie to, że równie często odmalowuje się (bazując na efektach, a nie założeniach) coś „w stylu Zmęczonych Rzeczywistością”, jak popełnia przyciężkie, fotorealistyczne akty rodem z Młodej Sztuki. Pojawiają się modne palety, zapożyczenia; tematy, które rozwiązuje się tak, jak zrobiło to kilkanaście innych osób w przeciągu ostatnich pięciu lat. Należy się śmiać ze ZPAP-owskich baletnic, ale równie głośno powinno się szydzić z epigońskich abstrakcji a la Tymek Borowski czy onirycznych portretów ze zdjęć. Przecież zgadzamy się z tym, że podwójne standardy są umiarkowanie twarzowe.

Zatem po co polskiemu artworldowi biennale malarstwa, jakim jest Bielska Jesień? Odpowiedź dla czytelniczek i czytelników Pierre Bourdieu to nic nadzwyczajnego, podobnie jak dla sympatyczek i sympatyków Moniki Małkowskiej: aby legitymizować swój status. To jest: także wybory do publicznych i korporacyjnych kolekcji, które zostały dokonane przed rozstrzygnięciem konkursu, jak i te po nim. To jest: pewność, że słusznymi i nośnymi były prezentowane i zaszczepiane trendy w sztukach wizualnych. Że wystawy w instytucjach działały, a sprowadzenie pewnych nazwisk z zewnątrz wywarło jakiś wpływ na lokalną scenę artystyczną. Generalnie sprawa jest prosta –


zasada działania konkursu opiera się na podtrzymywaniu status quo, a nie przepracowywaniu go, burzeniu czy poddawaniu krytyce.

Niby wszyscy to wiedzą, ale konkursy wciąż budzą emocje. I – co gorsza – nadzieje, że przyjdzie ktoś, kto wszystkich olśni lub hiperskutecznie i merytorycznie opluje. Zdaje się, że nie ma na to szans, bo mechanizm na to nie pozwala. Właściwie Bielska Jesień nie jest w swojej zasadzie działania jakkolwiek wyjątkowa – można nawet stwierdzić, że z punktu widzenia samego artworldu to wydarzenie, którego rozstrzygnięcie jest niewiążące. O znikomej ważności werdyktu. Ciekawsze są właśnie warunki, w których ten peryferyjny (jakby nie było) werdykt się kształtuje – jak zmienia się formuła konkursu w Internecie, jak zmienia się jury oraz jakie emocje budzą poszczególne werdykty. Właśnie ten backstage jest, podobnie setkom odrzuconych portfolio, najciekawszy. Od kilku lat funkcjonuje także Nagroda Publiczności – coś w rodzaju wentyla bezpieczeństwa dla sympatyków Bielskiej Jesieni, którzy (zdaje się) pamiętają jeszcze lata świetności tego wydarzenia. Wynik tego głosowania jest przewidywalny. Przewidywalny dla wszystkich, którzy wiedzą, jak działają konkursy na „lajki”, otwarte na boty i inne maszynki do głosów. Przewidywalny, bo nigdy w swojej internetowej formule nie pokrył się z wyborem jury. Dlatego to taka fantom-nagroda, miejsce dla sprytnych klikających i ich szerokiego grona przyjaciół od lajka. Ukłon w stronę demokracji, która niebezpiecznie kuleje w dobie zdalnie sterowanych klikaczy. W tym roku pojawiła się nowość – nagroda dla recenzenta, który w krótkim eseju napisze solidny pean na cześć wybranego autora. Nagrodą  dla recenzenta jest pobyt w spa. Wspaniale.

A gdyby tak uwierzyć w wybór publiczności – bo właściwie czemu nie wierzyć głosowaniu, skoro nie różni się to niczym, od tego, co sprzedawalne na aukcjach młodej sztuki? c :


Katarzyna Krauze-Romejko - Radość oczekiwania
301 głosów

Claudia Metto - Halina
112 głosów
Anna Prusak - Trzy Kolory
105 głosów
Joanna Stachyra - Afryka a świat. Dobro? Byt?
61 głosów
*praca zakwalifikowana do II etapu konkursu
Miłosz Pilszek - obraz nr 2
54 głosy
Grażyna Majchrzyk - Marzenie
50 głosów
Aleksandra Szczodry - Różowy Tygrys45 głosów
Dawid Lasz - Narodziny
30 głosów
Adam Osiecki - New Reality
31 głosów

dane i ilustracje pochodzą ze strony Bielskiej Jesieni 2017 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz