7/21/2020

Anty-Guernika i polityczny cover-up

Historia bywa złośliwa – to już wiemy. Niech kolejnym dowodem na to będzie historia, jak pewien kataloński artysta sympatyzujący z Franco przetrwał w pamięci historii sztuki niemal wyłącznie dzięki powiązaniom z Pablem Picasso i Diego Riverą, zdeklarowanymi lewicowcami i obiektywnie jednymi z najbardziej znanych i cenionych artystów dwudziestego wieku. Tak się stało, że twórczości Picasso i Rivery nie muszę Wam przedstawiać, natomiast postać twórcy, który namalował „anty-Guernikę” jest niemal nieznana. Zacznijmy od początku, czyli lat 30. XX wieku, gdy każdy z tej trójki dostał swoją wielką szansę od losu, aby wykuć swoją pozycję w globalnym polu sztuki.

4/25/2020

Art scam i Ada Aberdowska, czyli masz wiadomość od Nicholas Dickson Gallery


Dawno, dawno skrzynki pocztowe na Onet.pl znane były z dwóch rzeczy: głupawych domen i dziurawych filtrów anty-spamowych. Filtry przepuszczały wiadomości o spadku z Nigerii i błyskawicznej metodzie na powiększenie penisa, a wyznania miłosne od osób z Trzeciego Świata mieszały się z przypomnieniami o gigantycznej wygranej w loterii. Internet w tej dość wczesnej fazie dawał o znać o swojej naturze – bycia hiperśmietnikiem, żerowiskiem naiwnych i pułapką na naiwnych. Oferowano w nim to, czego zawsze ludziom brak – miłości i pieniędzy. Niby oczywiste, że penisa nie da się powiększyć o 600%, a zakochany Taj i martwiąca się o Ciebie ciotka z Nigerii nie istnieją – a jednak ktoś na te maile odpisuje. Zupełnie jak na zaproszenia pewnej kuratorki z Glasgow.

4/11/2020

Nie mam pojęcia o czym mówisz, więc wklejam zdjęcie Obamy z naleśnikiem na głowie

Dziś znów będzie o polityczności naleśników – kiedyś zagaiłem Wam o naleśnikach Jarosława Gowina, dziś będzie o naleśnikach kogoś innego. Wciąż jednak nie będzie to przepis na naleśniki. Trzymajcie się, na chwilę wracamy do końcówki lat 90. – historia zaczyna się banalnie, Hironori Akutagawa nauczył swojego królika balansować różnymi przedmiotami na swojej głowie. Na głowie Oolonga spoczęły różne przedmioty – m.in. czajniczki, filiżanki, płyty CD, warzywa, rolka papieru toaletowego, blanty oraz … naleśniki. 

3/29/2020

Artysta czasów pandemii – Félix Rodríguez (Mr. Zè)


Guerra al coronavirus to cykl grafik Félixa Rodrígueza (szerzej znanego pod pseudonimem Mr. Zè), zainspirowany sztuką plakatu doby republikańskiej Hiszpanii i wojny domowej. Rozpoznawalna estetyka łączy się płynnie z hasłami nawiązującymi do solidarności, odpowiedzialności za inne osoby oraz wsparcia publicznej ochrony zdrowia jako dobra wszystkich obywateli i obywatelek. Rodríguez oddaje hołd osobom, które walczą na pierwszym froncie z pandemią – przede wszystkim pracującym w szpitalach i laboratoriach.

3/17/2020

Możecie sobie poklaskać przez pięć minut – Do hymnu Kaczmarka



Prawie rok temu natknąłem się na produkcję, którą zbyt szybko można zakwalifikować jako współczesny film propagandowy. Mowa o filmie dokumentalnym Do hymnu w reżyserii Krzysztofa Kaczmarka z 2019 roku, który powstał na zlecenie Narodowego Centrum Kultury jako część projektu-konkursu dla szkół podstawowych z okazji stuletniej rocznicy odzyskania niepodległości. Nic prostszego, ale i nic bardziej niewdzięcznego niż dokumentować występy pieśni hymnicznych w polskich szkołach. Pamiętając szkolne akademie, których byliśmy świadkami i uczestniczkami, możemy spodziewać się wyłącznie subtelnie maskowanej porażki rozpisanej na setki rozbieganych oczu. Właśnie w poszukiwaniu tego potencjału śmieszków przez łzy włączyłem film. No i co? 

2/24/2020

Księżyc nad McDonalds'em

źródło: knowyourmeme.com

Wyobraźcie sobie najgorszy możliwy pomysł na kampanię reklamową fast foodu. Nie jest to ani GG Allin, który tarza się w keczupie z KFC, ani obywatel Kapet, któremu paryski tłum strąca koronę z Burger Kinga. Nawet Divine, która otwiera przesyłkę ze zgniłym big macem, nie będzie równie paskudna i odrażająca jak pomysł, który wpadł do głowy agencji reklamowej zajmującej się McDonald’sem w połowie lat 80. 


2/08/2020

Weimar, ale z USA – Joseph A. Foshee

Zacznijmy od początku – na prace Josepha natrafiłem kilka-, jeśli nie kilkanaście lat temu, w przestrzeni jednej z najpopularniejszych platform internetowych okołoartystycznych. Pojęcie „okołoartystyczną” nie jest z mojej strony eufemizmem, czy też złośliwością; to specyficzna społeczność, w ramach której współegzystują ilustratorzy z najlepszych agencji na świecie, młode talenty zatrudnione przez korporacje medialne, malarze i malarki, których twórczość wystawiana jest zarówno w prestiżowych galeriach, jak i lokalnych domach kultury, wreszcie – osoby zupełnie amatorskie, publikujące przejmujący outsider art w pełnym tego słowa znaczeniu, no i zwykli użytkownicy gustujący miękkiej pornografii. Uwagę tych ostatnich z pewnością ściąga (nietypowa jak na portal dla artystów) nazwa – DeviantArt. I tak właśnie było, Josepha poznałem na DeviantArcie, przeglądając hałdy generycznej euro-mangi, wszystkich odcieni digitalpaintingu i arcyciekawych kuriozów, takich jak profil gościa zafiksowanego na punkcie antropomorficznych żab. Nie ma się czego obawiać – pomyślcie, ilu swoich znajomych (będących przy okazji naprawdę niezłymi intelektualistkami lub artystami, w konwencjonalnym tego słowa znaczeniu) poznaliście w dziwnych okolicznościach. 

12/22/2019

Kuchciki Charlesa Shannona

Dziś będzie niewspółcześnie, co gorsza, będzie nawet historyczno-sztucznie – wracamy do lat 90. XIX wieku. Na warsztat idą cztery płótna Charlesa Shannona, dwa szkice do kompozycji i dwa obrazy „skończone”. Charles Haslewood Shannon, blisko związany z kręgiem prerafaelitów i towarzystwem skupionym wokół Oscara Wilde’a i Aubreya Beardsleya, do brytyjskiej historii sztuki przeszedł jako twórca intensywnie eksplorujący tradycję weneckiego malarstwa i van Dycka. W historii nieheteronormatywnej zapisał się jako życiowy partner innego artysty, Charlesa Rickettsa, z którym wspólnie pracował nas szeregiem zleceń. Specjalnością Shannona były portrety malarskie i symboliczne kompozycje.

12/15/2019

Antyfaszystowskie UFO czyli spomeniki


Stawiam kasztany przeciwko dolarom, że znacie takie zdjęcia: zamglone wzgórze na tle burzowych chmur, na pierwszym planie stoi monumentalna konstrukcja z betonu i stali. Nie znając kontekstu miejsca, można podejrzewać, że są to pozostałości po scenografii wysokobudżetowego filmu sci-fi, na przykład takiego o dwóch mocarstwach zajmujących się wzajemnym szpiegostwem i obopólną destrukcją. Clue tego filmu byłoby takie, że To-Złe-Mocarstwo podstępnie wykorzystuje betonowo-stalowe pomniki w charakterze teleporterów, zakłócaczy sygnału lub laserowych dział. Główny bohater podejmuje się samobójczej misji, w której wysadza te nie-ludzkie konstrukcje i tym samym potęga Tego-Złego-Mocarstwa zostanie zmiażdżona, a sztuka abstrakcyjna raz na zawsze obciążona anatemą. Albo coś w tym guście.

Jan Kempeners, Spomenik #1, Podgarić, Chorwacja, 2006.
Monument upamiętniający partyzantów walczących z wojskami ustaszowskimi,
proj. Dušan Džamonja
II poł. 60. XX.
źródło: jankempenaers.info/

4/30/2019

Siksy takie jak ta

Strasznie fajnie, że mamy kogoś takiego jak Siksa. Naprawdę, z ręką na sercu – choć pewnie już to wiecie – Siksa jest super. Szwecja ma natomiast kogoś równie fajnego jak ona, Szwecja ma swoje bachory – czyli kapelę ShitKid. W oryginale podobno nazywają się Skitunge, co znaczy mniej więcej tyle, co wiązanka obelg, którymi obrzuca się dzieciaki, które palą faje, plują na chodnik i pokazują faka. Gówniarze, bachory, niepokorne latorośle, roszczeniowa młodzież, czy po prostu gówniaki. Ciężko o lepszą nazwę dla pankowej kapeli. 


ShitKid, czyli siksy z gitarami, które depczą po starutkim volvo. Wiecie, jak wygląda logo volvo? Jak logo pewnego leku na prostatę. Teraz już wiecie. Tu na fotce nie widać.