8/11/2018

Czy krytycy śnią o dawnych mistrzach


W zasadzie, powiedzonko „kiedyś to było” w sztuce trzyma się mocno. Kiedyś to byli artyści (w beretach, z fantazją), kiedyś to były obrazy (duże, metafizyczne, kolorowe); kiedyś nauczycielowi mówiło się per Mistrzu – nawet podczas trzymania belferskiego płaszcza, podczas gdy Mistrz zwracał kolację z napitkiem w ciemną czeluść klozetu. W takich warunkach wykuwała się Sztuka, a przynajmniej – liczne anegdoty, które o artyzmie i fantazji Mistrzów zaświadczały. Dlatego wszelkie próby resuscytacji kasty mistrzowskiej spełzają na niczym, bowiem cyganeryjna infrastruktura wzięła i wraz z ociepleniem klimatu szczęśliwie zanikła. Ciężko rozwinąć ułańską fantazję w warunkach, gdzie knajpianą włóczęgę do kresu nocy zastąpiła racjonalizacja wydatków pt. bezalkoholowe piwko, uberek i lulu. Wraz z późnym kapitalizmem zniknęli nam Mistrzowie.

W połowie lat 80. Donald Kuspit – amerykański krytyk sztuki – stwierdził, że właśnie jesteśmy świadkami końca sztuki. Zgoda, może tak być – w końcu nawet Arnold Hauser przestrzegał o momentach w historii, w których „pilna potrzeba zmian nie rodzi samej zmiany” i sztuki – po prostu – nie ma. Ale Kuspit postanowił zmianę przyśpieszyć. Zakasał rękawy i powołał do życia Nowych Dawnych Mistrzów (The New Old Masters). „Dzisiaj wciąż tworzy się arcydzieła, których urok przetrwa ślepe zaułki rozrywkowej postsztuki” (s. 179) – zauważa w postscriptum „Końca sztuki” z 2004 roku. Po niemal 150 stronach krytycznej analizy przypadków w historii sztuki XX w., która doprowadziły do końca sztuki, Kuspit obiecuje odkryć przed czytelniczką enklawę ostatnich artystów. I właśnie ta część, to postscriptum z programem pozytywnym, z całego Kuspita jest najbardziej rozczarowująca – nawet nie powierzchowne rozkładanie na czynniki pierwsze Duchampa jako głównego winowajcy. Nie (skądinąd słuszne) sarkanie na Hirsta, czy uwagi o hiper-urynkowieniu i paradoksalnym konformizmie sztuki współczesnej (czyli zjawiska, które z grubsza zawrzeć można w pojęciu sztuki sprzedajnej). Tylko najbardziej rozczarowuje ten nieszczęsny rezerwat, który Kuspit ochrzcił Pracowniami Nowych Dawnych Mistrzów.

Pracownie nie pojawiają się bez związku, nie są w żadnym razie zwykłym symbolem miejsca pracy artystycznej. U Kuspita Pracownia (ale taka na serio – atelier z nagą modelką-Muzą lub intymna przestrzeń-twierdza artystycznej intymności [u Kuspita: hortus conclusus – sic!]) jest fundamentem powstającego arcydzieła („»Arcydzieło« nie ma znaczenia bez pracowni, w której mistrz je tworzy”., s. 182). Współczesny nie ma Pracowni, ma tylko graciarnię, która „[j]uż nie jest tą świątynią, w której artysta może wyrazić swoją wewnętrzną konieczność” (s. 184). Jedynymi, którzy mają Pracownie, to ci, których sztuka „[…] nie jest ani tradycyjna, ani awangardowa, ale kombinacją obywdu. Łączy duchowość i humanizm Dawnych Mistrzów z innowacją i krytyczności Mistrzów Współczesnych. […] Technika i zręczność znowu są w cenie, ale sztuka pozostaje konceptualna” (s. 184). To charakterystyka Nowych Dawnych Mistrzów – gwarantów powodzenia programu Kuspita, który z tych ludzi robi zakładników istnienia sztuki w ogóle. Ci „wraca[ją, przyp. mój] do pracowni w akcie przekory wobec ulicy”, „[w]szyscy są wprawnymi artystami z refleksją – wizjonerskimi humanistami, którzy swoje rzemiosło opanowali po mistrzowsku”, a „dla nich form ekspresyjna jest sposobem myślenia o treści” (s. 185). Kuspitowscy Nowi Dawni Mistrzowie „poprzez swoje poszukiwania tragicznego piękna w wewnętrznym sanktuarium, jakim jest pracownia w swoim najlepszym wydaniu, […] zamieniają to, co Breton nazwał »mizerabilizmem« (»dewaluacja rzeczywistości« wyczuwalna w postsztuce) na estetyczne »uniesienie«” (s. 193). Kuspit obiecuje w zakończeniu, że „[t]wórczość Nowych Dawnych Mistrzów przynosi nam świeże poczucie celowości sztuki – wiarę w możliwość utworzenia nowej harmonii estetycznej z dramatu istnienia, bez zafałszowania go – wraz z nowym poczuciem uniwersalności artystycznego języka” (s. 194). Zacierasz ręce, czekasz na ujawnienie światu tych pracownianych eremitów, karmionych piętkami spleśniałego chleba i pojonych cienkim winem. Albo, co gorsza, oczekujesz herosów, którzy wejdą na pokład artworldu krokiem zdobywców Nowego-Starego Świata. Albo jeszcze inaczej: czekasz na nowych Beatlesów, którzy odkryją w sztuce coś, co będzie jak rock’n’roll dla lat 50. Albo biodrami Elvisa, rozwaloną gitarą Sex Pistolsów…

wernisaż „Nowi Dawni Mistrzowe / New Old Masters", Pałac Opatów (MN w Gdańsku), listopad 2006 r.;
Donald Kuspit [pierwszy z lewej].
źródło: art.blox.pl
… a w zamian dostajesz Kuspita w new balance’ach na tle naprawdę mdłego fotorealizmu.

New Old Masters, Gdansk, 2006
część prac z wystawy „Nowi Dawni Mistrzowie / New Old Masters", Pałac Opatów (MN w Gdańsku), listopad 2006 r.;
źródło: artinfo.pl

Wtedy z całą mocą wraca do Ciebie perwersyjny urok stwierdzenia „kiedyś to było”: sławny krytyk z USA przyjeżdża do gdańskiego Muzeum Narodowego, robi naprawdę koszmarną wystawę z całkiem sporym budżetem i honorowym patronatem ówczesnego Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego; konserwatywne media gardłują o długo wyczekiwanym „powrocie malarstwa”, a rodzimy artworld głównego nurtu śmieszkuje z całego przedsięwzięcia. Mija 12 lat – na przestrzeni tego czasu malarstwo „wraca” parokrotnie. Tak się mówi, tak się o tym pisze – ale nie wracają Nowi Dawni Mistrzowie. Kuspit też nie wraca. Anonsowana przez niego postsztuka zaczyna być czymś zupełnie innym – zaangażowanym, politycznym i – dzięki MSNowskiej wystawie – należącym na powrót do Jerzego Ludwińskiego. Konserwatyści (m.in. za sprawą Bernatowicza) próbują sił z „konserwatywną awangardą” – sztuką awangardową w formie, konserwatywną w treści. Jednak w grudniu 2017 roku, na wrocławskim II Kongresie Społecznym „Kultura Wartości – Polska na styku cywilizacji” (pod patronatem NCK i MKiDN) temat Nowych Dawnych Mistrzów powraca. W panelu „Jak sztuka może się bronić przed antysztuką” pojawiają się artyści, którzy za zadanie obrali sobie odpowiedzieć na pytania „W jaki sposób ratować cywilizację łacińską przed zaborczością globalistów, komercjalną homogenizacją, niebezpiecznymi eksperymentami neomarksistów? Jak nie ugiąć się pod ostrzałem destrukcji, dekonstrukcji, dechrystianizacji?”. Rozwiązaniem wydaje wzmożona aktywność twórcza polskich Nowych Dawnych Mistrzów. Połamania pędzli!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz