19 września 2016

Wypierdalaj ze sztuki

Czytanie na głos – jak wiadomo – to czysty zysk. Zarówno dla czytającego, jak dla tego, komu czytamy. Przy odrobinie szczęścia, odpowiednio dobrana lektura przeobraża czytanie w coś, co nazwać można na potrzeby poważnego artykułu… rytuałem poznania. Dlatego zewsząd poucza się dorosłych, aby czytali dziatwie. Najlepiej – dobre, mądre książki. Mądry rodzic czyta mądre książki, aby gówniaki były mądre. Zresztą, one już kwilą „poczytaj mi, Mamo”. „Poczytaj mi, Tato” poproszą te, którym mama odmówi powołując się na równouprawnienie w rodzicielstwie. Poczytaj mi, panie prezydencie na spółkę z pierwszą damą. Pełna zgoda, głośne czytanie to dobry pomysł. 
Naukowcy i praktycy zgodnie twierdzą, że czytanie (…) na głos uczy (…) języka i myślenia, rozwija pamięć i wyobraźnię, przynosi wiedzę i wzorce dobrych zachowań, wzmacnia samouznanie. Czytanie niemowlęciu stymuluje jego umysł i buduje skojarzenie czytania z przyjemnością, czytanie na głos kilkulatkowi pozwala mu zrozumieć siebie i świat, wspólne czytanie z nastolatkiem pozwala zachować lub odbudować więź i pomaga mu w pokonaniu wielu problemów wieku dorastania. Także dzieci niepełnosprawne dzięki głośnemu czytaniu znacznie lepiej się rozwijają. Czytanie uczy (…) odróżniania dobra od zła i zachęca do refleksji nad konsekwencjami własnych słów i czynów. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszym świecie, zdominowanym przez agresywne wzorce masowej kultury i pogoń za pieniądzem.1”  
A zatem: ideał, który łączy całe spektrum korzyści z brakiem przeciwwskazań. Pobudza krążenie i refleksyjne myślenie. Animuje, edukuje, bawi. Dlaczego zatem nie czytać tekstów kultury, a nawet dzieł sztuki – całej tej menażerii, która w porównaniu do Grimmowskich bajek leży odłogiem? Zatem czytać należy. Wspólnie, głośno, respektując wszystkie zasady świętej Partycypacji.
tył książeczek z serii „Poczytaj mi, Mamo”, wyd. Nasza Księgarnia

Niedługo trzeba było nas namawiać, byśmy piątkowym wieczorem wybrali się na performatywne czytanie. W piątek ludzie mają w zwyczaju się niszczyć – my natomiast, poszliśmy się ubogacać. A i kuszącym było złapać trzy sroki za ogon - promocję sztuki poprzez performance, promocję tekstu poprzez czytanie i promocję czytelnictwa poprzez performance. Czuliśmy się jak ci, którym udało się wyrobić 300 procent normy kulturalnej – a i tak w tych szacunkach byliśmy ostrożni. Zamiast pójść jak każdy-jeden filister do galerii państwowej, bo jeden-z-drugim wyczytał, że ktoś poleca i pięć gwiazdek za figuratywizmy daje, poszliśmy w ciemno – do galerii prywatnej i to na performance. 
Poszliśmy do Różni – i w tym momencie wiem, że ktokolwiek czytał Derridę zastrzyże uszami, bo o różni coś słyszał. Zatem jest Różnia: nazwana z Derridy prywatna galeria w mokotowskim mieszkaniu. Postironiczny logotyp korzystający z dobrodziejstw comic sansa, hermetyczne żarty na fanpage i galeryjny korytarz w boazerii. Czy w roku pańskim 2016 można chcieć więcej?

Czytaną ma być publikacja o wdzięcznym tytule „Wypierdalaj ze sztuki”. Tekstu wykonanie leży po stronie ust, ale ust nie byle kogo, bo Karoliny Plinty – naczelnej krytyczki Magazynu Szum. Aby wszystkich nieprzekonanych do czytania oswoić – obok tekstu i jego wykonania pojawia się butelka wódki. Aby wódka nie stała sama – przygotowano żartobliwe akcesorium. Takie mrugnięcie okiem – ilu performerów rozpoznasz po gadżetach. Takie nerwowe mrugnięcie okiem – a co jeśli samo czytanie nie wystarczy. W trakcie przygotowań pojawia się problem lampki, której skąpe światło ma gwarantować nastrój, a przysparza jedynie dyskomfort w czytaniu. Ale jest pozór nastroju, który ma towarzyszyć performensowi – przynajmniej na wstępie.

Jest obowiązkowe intro – co prawda podziękowań jest mniej niż zazwyczaj, nie ma bukietu róż i pąsów wdzięczności, ale przecież jesteśmy w prywatnej galerii, nie w ZPAP-ie. Nonszalancko oparty o futrynę autor wprowadza w kulisy powstania „Wypierdalaj ze Sztuki”. Autor nazywa się Karol Komorowski, przy okazji jest współwłaścicielem galeria Różnia. Jego prywatnym akcesorium są druciane okulary, ruda broda i zmięta z nerwów butelka z wodą. 
- Na rozgrzewke… Karol powiedz coś o Wypierdalaj ze Sztuki
- Ekhe keh, wszystko zaczęło się od… obserwacji… bałaganu nieporządku w tym pokoju właśnie na podłodze yyy… w ramach minimalistycznej filozofii yyy życia… układam jednak książki równo na stosie… staram się żeby nie było zbyt wiele kurzu, ale zawsze pojawia się jakaś aberracja i patologia jakieś nowe niechciane eee… alogiczne struktury, które są tylko i wyłącznie …encji materii którą się otaczam. I tego rodzaju yyy niechcianą naturalność albo y jakkolwiek naznaczaną minusowo y chciałem też zbadać w języku. Eym i ten problem pojawił się również przy praktyce pisania dialogów filmowych eym [dzwonek domofonu] zawsze jest tego rodzaju różnica między tym jak wyobrażam sobie jak rozmowa mogłaby zajść, jaką czytam ją w wywiadach, a tym jak, w zasadzie, zachodzi yyy kiedy jest zupełnie rozproszona i yyy bardziej widać yyy przy po zbadaniu języka to w jaki sposób przebiegały myśli danej osoby, niż to co miał na myśli eym te …żna są też sensów [dzwonek domofonu] ponieważ język wydarza się też poza czymś, co można zapisać. Posłużyłem się więc pewną rozmową, która yyy wydarzyła się naprawdę i y ograniczyłem swoją autorską działalność do przepisania tego trzyipółgodzinnego nagrania dźwiękowego. To wszystko.
- A gdzie ono powstało?
- To nie jest istotne.
- To nie jest istotne…
- Również yyy pozwoliłem sobie zamienić wszystkie imiona i nazwiska na yyy inicjały eym żeby nie robić z tego plotkarskiego hendbuka, tylko bardziej sprowadzić to do jakiegoś yyy zapisu yyy różnych patologicznych struktur w języku ale też zapisu stricte eee socjologicznego, jako badanie e tak jakby artystów. W zasadzie nic nowego nie tworzę, w takim wypadku. Jedynie przelewam jedną treść w yyy do kolejnej formy. Teraz Karolina przeleje ją kolejny raz, wy również. Yyy i w zasadzie nagranie mogło by się totalnie zlać z naszymi rozmowami przed tym performensem. I to mnie się zdaje – po zakończeniu.
- Czy macie jakieś jeszcze pytania do Karola? To jest moment żeby je zadać.
- Ja mam pytanie. Czym jest patologia w języku, o której mówisz. I jaki stan nie jest stanem patologicznym?
- Eyhm ja tak nazwałem ten rodzaj różnicy, kiedy nie redaguje się logicznie tekstu wpisywanego i zachowuje wszystkie detale, które jak fonia naprawdę działa i tego to ludzie rzeczywiście mówią. Ehm, swego rodzaju unikanie oczyszczenia z błędów jakichś zawirowań nielogicznych iii próba yyy zrealizowania automatyzmu w tworzeniu.
- Czyli patologią jest brak konwencji?
- Nieee, myślę, ze nie mogę tak tego nazwać.
- Natura jest ograniczeniem.
- Pewne struktury przestają działać e wedle realnego celu w pewnym momencie swojego rozwoju i stawiają sobie jakieś cele wirtualne . I je uważam za yyy patologiczne ale nie w pejoratywnym sensie. Tylko w sensie strukturalnym.
- No dobrze. Czy są jeszcze jakieś pytania do Karola? …

Dodatkowych pytań nie było. Miałem na końcu języka pytanie „czym są wirtualne cele języka”, ale w swój własny język się ugryzłem – przecież nikt nie przyszedł tu na koncert złośliwych pytań. Ma wybrzmieć tekst. Ze wspomnianego intro niewiele zrozumiałem. Z transkrybowanego post-factum niewiele więcej. W gruncie rzeczy, zdaje się, że Karol miał z tyłu głowy pamięć o piśmie automatycznym. Wedle tego tropu „Wypierdalaj ze Sztuki” ma być efektem pracy ludzkiego automatu rejestrującego. Takiego, że Andre Breton jakby żył to by szału dostał z zazdrości, że komuś się to udało. Tekstu czystego, pozbawionego autoryzacji, auto- i cudzo-korekty zapisanego przez ludzki dyktafon. Pisane ma być tak, jak jest mówione. Zatem ludzki dyktafon zasiada gdzieś w akademickim środowisku twórczym i na kartach broszury pojawia się zapis niewielkiego wycinku, jakby to ująć profesjonalnie, aktywności fonicznej osób dramatu. 

Wypierdalaj ze sztuki Karol Komorowski
spis treści z „Wypierdalaj ze Sztuki” Karol Komorowski, Różnia, Warszawa 2016
źródło: fb


Jak możecie się spodziewać – są wątki metafizyczne, które płynnie przechodzą w prozę życia. Są racjonalne kalkulacje i mgliste metafory. Napomnienia, pouczenia, dobre rady, obelgi, pochwały. Próby zrozumienia mechaniki sensu życia, rynku sztuki i ludzkiej seksualności. Gdzieś w tle obecny jest spór pomiędzy praktykami a teoretykami – jednak przybiera on nieznośnie kurtuazyjną formę. Tytuł jest dla naiwnych, a ja jestem dość naiwny, jeśli chodzi o tytułowanie dzieł życia i dzieł tygodnia. W związku z tą naiwnością liczyłem na awantury na śmierć i życie, łyżkę dziegciu w beczkę akademijnego miodu, aferę adekwatną do polecenia ze strony tytułowej. Być może ta naiwność objawia się także w tym, że liczę na strzelbę Czechowa w epoce postdekonstrukcyjno-ironicznej. Strzelba nie wystrzeli, powieszona jest dla ściemy – wszyscy mówią sobie na per wypierdalaj, ale za kulisami łapią się za ręce „ej, weź zostań”. Nikt tu nikomu nie każe wypierdalać na serio, skoro zgodziliśmy się, że dla każdego w sztuce jest miejsce.

Z punktu widzenia literackiego – otrzymujemy coś, co w epoce peanów na cześć poematu stworzonego ze statusów fejsbuka jest prozaicznie nudne. Tekst jako zapis socjologiczny sprowadza się do niewesołej i niezbyt pochlebnej refleksji na temat środowiska twórczego. Jednak jako przyczynek do animowania grupy ludzi się sprawdza. Jak czarny pudel na śniegu.
I tu nie chodzi o butelkę wódki w charakterze przynęty. Po prostu wspólne czytanie tekstu, na głos, z podziałem na role jest atrakcyjne towarzysko. Ktoś sepleni celowo, ktoś sepleni, bo już tak ma w gębie ułożone. Ktoś literuje, ktoś rera. Ktoś zabawi publiczność głosem z przepony, ktoś nie dociągnie głoski, nie trafi w sylabę. Jest to ćwiczenie refleksu, dykcji, a przede wszystkim upewnienie się w obecności świadków, że się jeszcze umie czytać. Wyjdzie – bo zawsze wyjść musi i wypada stuknąć się na koniec plastikowym kubeczkiem o literatkę za sukces przedsięwzięcia. Performatywne czytanie się udało. Tylko problem w tym, że udało by się równie pysznie, gdyby nam czytać kazano listę zakupów czy wspomnienia młodego hydraulika. 


***
co: performatywna premiera „Wypierdalaj ze Sztuki” Karola Komorowskiego
gdzie: galeria Różnia, Warszawa
kiedy: 16 września 2016 r.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz