14 listopada 2016

It's Tricky Dick from Yorba Linda

Z okazji spełnienia się amerykańskiego snu nie zapuszczę żadnej notki o Donaldzie Trumpie jr. Skutecznie wyręczają mnie w tym osoby znacznie bardziej uprawomocnione w wydawaniu opinii o prezydenturach i przeszczepach włosów. Inni skupiają swoją uwagę na wnętrzach Trump Tower, inni wśród tych innych komentują jakość Renoirów powieszonych nad kanapą w stylu Ludwika Słońce. Świetna sprawa, Trumpa można ugryźć od każdej strony i niezależnie od tego, za co się zabrało – wycieka ten sam hiperamerykański sos. Taki mocno śliwkowy BBQ chrzczony cream sodą, syropem klonowym i tabasco. Gdzieś z tyłu języka pobrzmiewa guma balonówa, orzeszki arachidowe i suszona wołowina. Jednak całość spaja aromat smażeniny. Tak smakuje nadgryziony Trump Tower i jednocześnie mały palec prawicy Donalda. Dobrze, w tym miejscu dość. 

Dziś rano, leniwie scrollując w dół swojej facebookowej tablicy, natrafiłem na link, w którym główną rolę odgrywa bohater tej notki. Wspaniale się złożyło – od kilku tygodni szukałem pretekstu, by podzielić się z Wami pewną piosenką. Protest songiem. Najgorzej – protest song w stylu hippie-country. Są lata 70., wybrany w 1968 r. Richard Nixon każdym swoim krokiem wykonuje ukłon w stronę tzw. Silent Majority. A więc – wszystkich tych, którym ostatnio zabrakło głosu. Milcząca Większość ma twarz Nixona i podobnie jak on – nienawidzi tych wszystkich kosmatych dzieciaków, które bełkoczą coś o pokoju na świecie. Kraj, w którym chłopcy dobrowolnie chcą zaplatać kwiaty we włosy skazany jest na porażkę. Te cholerne koncerty w absurdalnie kolorowych szmatach, na które przychodzą same kwiaty zła, a nie sól ziemi. Nixon, podobnie jak i Milcząca Większość, nienawidzą hippiesów, liberałów i niedobitków po maccartyzmie. Teraz Milcząca Większość ma twarz i głos Prezydenta. Kosmatym zgniłkom zostały protest songi



9 stycznia 1971 roku. Z okazji swoich 58. urodzin Nixon zaprasza fotoreporterów na plażę w San Clemente. To taki prezent – głównie dla siebie samego, przyda się później. Dla pełniejszego efektu wizerunkowego, Dickie oprócz gości z aparatami na plażę zabiera swojego psa – yorkshire teriera o imieniu Pasha. I gdyby nie ten pies… Nixon wychodzi na przechadzkę plażą w pełnym rynsztunku. To gość, który ubrał na plażę spodnie w kant i mokasyny. Mokasyny później zmoczy mu fala oceanu. Kilka lat wcześniej na plażę wyszedł we wiedenkach. Akurat na spotkanie wycieku ropy na plaże Santa Barbara.

9 stycznia 1971 r., Prezydent Richard Nixon na plaży San Clemente z psem Pashą

1972 rok. Country Joe McDonald pisze piosenkę o Nixonie. Gdyby chcieć zszyć idealną piñatę dla Milczących – Joe nadałby się idealnie. Joe tak naprawdę ma na imię Joseph. Jest Żydem, ćwierć krwi Rosjaninem, wychowankiem członków Amerykańskiej Komunistycznej Partii. Joe byłby Joem jak każdy inny Joseph – gdyby nie to, że swoje imię zawdzięcza postaci Stalina. A dalej jest już z górki – McDonald jest pacyfistą, przeciwnikiem wojny w Wietnamie i jednym z kół zamachowych pokolenia Woodstocku. Jest naprawdę niegrzecznym gościem – w Massachusetts przyłapano go na publicznym używaniu słowa kurwa. Jako przedstawiciel Głośnej Mniejszości nie ma innego wyjścia, niż nie zgadzać się z Tricky Dickiem. Dicky zostaje prezydentem-reelektem. Dicky zostaje prezydentem-reelektem, mimo tego, że afera Watergate już ujrzała światło dzienne. Jest 1972 rok. Country Joe McDonald pisze piosenkę o Nixonie.


„Oh my God, it's terrible/Here in the U.S.A./The water's polluted, the economy's crashing/And can someone save the day?/The war keeps going on and on/And the kids won't respect the cops,/It's even said that God is dead,/When will it ever stop?”

1975 rok. Philip Guston maluje kolejny obraz o Nixonie. Guston, podobnie jak McDonald, jest Żydem, w dodatku synem odeskich imigrantów. Całe szczęście – nie ma na imię Joe. Jest za to kolejnym przedstawicielem kosmatej, głośnej mniejszości, której żaden porządny Amerykanin nie powinien podawać ręki. Guston od czterech lat nabija się z Nixona w historyjkach o prezydencie Tricku E. Dixonie, człowieku o twarzy podobnej do najsmutniejszych genitaliów świata. I mogłoby się to skończyć niewesoło, gdyby nie afera Watergate, która przysporzyła Nixonowi o wiele większych zmartwień, niż cykle historyjek o fikcyjnym prezydencie, którego czyny i gesty znajdował niegdyś Dickie we własnym lustrze. W 1975 Dickie z rzadka patrzy w lustro.

Philip Guston - San Clemente, 1975


Poor Richard.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz