14 czerwca 2017

Kupa artysty, puszka artysty


Gdyby przeprowadzić wśród miłośników sztuki i kultury plebiscyt na najbardziej szokujące wydarzenie w sztuce XX w. i XXI w., niechybnie wygrałby Piero Manzoni. To ten, który wystawił i korzystnie sprzedał 90 puszek opatrzonych nieźle zaprojektowaną etykietą. W puszce – kupa. Przynajmniej tak głosi etykieta. Kupa artysty, 1961 rok. Trzydzieści gramów, które przechyliło szalę goryczy i od przeszło 55 lat stanowi argument koronny za upadkiem sztuki, zachodniej cywilizacji oraz (zdaje się) dorobku kulturalnego Układu Słonecznego. Puszki dorobiły się własnej legendy – podobno wybuchały, podobno zwiedzający wyczuwali swojski smród kupy w pomieszczeniach, w których puszki były wystawiane. Zamknięto je zatem w kulo- i rozbryzgoodpornymi gablotach. Rzecz jasna, ku większemu bezpieczeństwu – nie wiadomo jednak, czy puszek, które nęcą by je otworzono, czy zwiedzających, którzy domyślnie nie życzą sobie kontaktu z anonsowaną zawartością. Puszki często zestawiano z pisuarem-fontanną – jako ilustrację tezy, że oto właśnie trwa klozetowa transmisja z końca sztuki. I tak od półwiecza pojawia się obietnica zakończenia długiego rozdziału cywilizacji, rozdziału zwanego sztuką. I od półwiecza ta obietnica wciąż działa. Wczoraj właśnie natknąłem się na zarzut, że chyba jest coś ze mną nie tak, skoro nie szokuje mnie klocek artysty w puszce zamknięty. No bo, cholercia, nie szokuje.

W 1989 Bernard Bazile nie wytrzymał i puszkę (piątą z kolei) otworzył. Chciał uśmiercić legendę puszki (i kupy w puszce) – ostatecznie pokazując publiczności zawartość, o której napisano już (co najmniej) kilkadziesiąt rozpraw, esejów i kilkaset stron stenogramów debat. A tu gorzka niespodzianka, puszka w puszce. Puszka – niczym matrioszka – niczym się nie różni od puszki wewnątrz której się znajduje. Puszka w puszce, a w tej puszce dopiero kupa to już ten poziom meta, który nikogo nie interesuje. Inni natomiast mówią, że

źrodło: beachpackagingdesign.com

w puszce właściwej (tej wewnątrz puszki zewnętrznej) jest tylko gips. Jednak dla całej sprawy byłoby najlepiej, gdyby kupa przestała działać jak kot Schrodingera w pudełku Schrodingera i wreszcie powiedziała, czy jest, czy jej nie ma. Znając przebiegłość dadaistów i ich pogrobowców – w puszce prawdopodobnie nie ma niczego oprócz gipsu. I na tym polegał cały myk – podobny temu, który zmusza ludzi do kupowania gotowej żywności do odgrzania w mikrofali. To nic, że propozycja podania produktu nie ma się nijak do jego zawartości – najważniejsza jest obietnica jędrnej parówki w towarzystwie śnieżnobiałej fasolki w tomacie. Obietnica (nigdy nie spełniona) kupy w puszce wciąż szokuje.


posta dedykuję pewnemu malarzowi i jego towarzyszom/szkom, których puszka wciąż szokuje

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz