13 lutego 2017

Młoda sztuka, a beka z młodej sztuki

dlaczego oni tak obrażają młodych twórców


Kilka tygodni temu, pewna osoba, którą z tego miejsca pozdrawiam, zadała mi kilka pytań. O dziwo, nie dotyczyły one tego, dlaczego nie znoszę Marty Frej lub dlaczego jestem sfrustrowanym nienawistnikiem, który musi prowadzić kilka hejtpejdży naraz, by nadać sens swojemu życiu. Akurat na te dwa pytania odpowiem przy innej okazji. Dziś będzie o tym, czym jest młoda sztuka i dlaczego krytyczne spojrzenie na to zjawisko skutkuje tzw. beką. Bekę można mieć, można ją toczyć. Można ją generować, podsycać, jak i usprawiedliwiać. Sprawnie toczona beka spełnia rolę pewnej, że tak się wyrażę, narracji krytycznej. Beka, jak wszystko, będzie działać (czyli toczyć się), jeśli o coś będzie w niej chodziło. Czyli będzie posiadać pewne założenia, próbować udowadniać pewne hipotezy, obalać inne - zwłaszcza te, które zostały przyjęte jako tezy. Jej rozrywkowa, luźna forma nie wyklucza opisu zjawisk, które w akademickich warunkach funkcjonowałyby (lub już funkcjonują) jako sprawne dysertacje. Beka, przy odrobinie wysiłku, jest bardzo dobrym materiałem/punktem wyjścia do wspomnianych dysertacji. W dużym skrócie i przy niemałej dawce optymizmu: beka to rodzaj obserwacji uczestniczącej. Polski internet był już świadkiem beki z kuriozalnym skutkiem akademickim (vide: sprawa Beki z Poli Dwurnik), lub beki zmarnowanej (przede wszystkim Beka z performance).

Beka z młodej sztuki - której jestem inicjatorem, adminem i podmiotem za nią odpowiedzialnym - jest eksperymentem, wypadkową doświadczeń związanych z obserwacjami różnych bek i bekopodobnych inicjatyw. Jest złośliwym, autorytarnym i arcysubiektywnym sposobem wykorzystania tego narzędzia - i co lepsze (lub gorsze) ciężko jednoznacznie uznać to za wadę. Jednak taka jest natura części samego zjawiska, który biorę na warsztat - obiektywizm w stosunku do twórczości to jeden z bardziej karkołomnych pomysłów, jakie w odniesieniu do tej dziedziny aktywności człowieka można wystosować. Obiektywizm jest po prostu z innej rzeczywistości. Zupełnie do niej nieprzystającej. Jednak próba bycia obiektywnym sprawdza się w wypadku opisu całej infrastruktury narosłej wokół sztuki - nieodżałowanego artworldu. Zatem w bece - konkretniej: bece z młodej sztuki - chodzi bardziej o czynniki, które sprawiają, że młoda sztuka pojawia się w takiej formie, w jakiej się pojawia. Przytaczane obiekty to tylko wiśnia na tym ciężkostrawnym torcie.


Co to jest młoda sztuka?

Wbrew pozorom, wielość spraw, jakie możemy rozumieć przez pojęcie „młoda sztuka” nie jest ułatwieniem, jak i same definicje wypracowane przez środowisko nie są pomocne. Przykładowo, Kompas Młodej Sztuki ustanowił cezurę młodości na 35 rok życia artysty, przez co rozumie młodą sztukę jako – po prostu – tworzoną przez osoby do 35 roku życia. Dla porównania: domy aukcyjne młodą sztuką nazywają prace oddane w komis na Aukcje Młodej Sztuki.


Ze względów metodologicznych, przynależność pokoleniowa i/lub miejsce dystrybucji obiektów nie wystarczają jako wyróżniki m.s. pośród innych współczesnych zjawisk polskiego art worldu. To, co wyróżnia m.s. pośród innych grup obiektów, to specyficzne stosunki: twórcy do wytwarzanego przezeń obiektu, do odbiorcy oraz do mechanizmów rynku sztuki. Stosując takie rozumienie tego pojęcia, młodą sztukę mogą popełniać dziarscy dziewięćdziesięciolatkowie. Jednocześnie na Aukcji Młodej Sztuki może się pojawić obiekt zupełnie nie związany z m.s. W dużym skrócie: twórcy zajmujący się m.s. nieintencjonalnie spełniają założenia sztuki sprzedajnej wg teorii Marka Firka – obiekt wykoncypowany jest wypadkową oczekiwań rynku wobec artystów i wyobrażeń samych twórców dotyczących potrzeb odbiorców

Cechuje je (stosując poważne uogólnienia): 
  • łatwość wytworzenia i ewentualnego skopiowania, 
  • bazowanie na ugruntowanych w sztuce współczesnej „sposobach wytwarzania”, 
  • wykorzystywanie podstawowych mechanizmów marketingowych w ustalaniu tematyki, palety lub techniki, w jakiej zostanie wykonany obiekt, 
  • niezbyt frasobliwe podejście do praw autorskich, 
  • warstwa treściowa – pozostająca w „sprzedawalnym” i konwencjonalnym podejściu do wytworzonego


Są to wytwory, których ocena realizacji założeń zamierzonych przez artystę jest niemożliwa, ponieważ artysta nie założył niczego poza ewentualnym osiągnięciem korzyści finansowych ze sprzedaży obiektu. 

Czyli młoda sztuka to nie tylko lubieżne jamniczki na tle galaktyk, ale i monochromatyczne płótno „na Rothkę”, „na Richtera, jak i potłuczone lastriko w kącie pokoju. 


W jakiej kondycji jest młoda sztuka? Dlaczego beka?

Zdaje się, że inicjatorowi fanpage „Beka z młodej sztuki” przypada odpowiedź, która jest – z okazji przedsięwziętej inicjatywy – wszem i wobec oczywista. Tu nie ma zaskoczeń: kondycja jest rozczarowująca. Nie jest też tajemnicą, że właśnie rozczarowanie jest jednym z czynników, które zaważyły na decyzji „tak, koniec tego dobrego, zakładam anty-fanpage”. Jednak do rozczarowania potrzebne są jakieś założenia. Ich niedopełnienie skutkuje zawodem. W wypadku młodej sztuki tym, wobec czego odczuwam/odczuwamy (jeśli myśleć o mikro-społeczności fanpage) zawód, jest cała „infrastruktura” młodej twórczości. Nie tylko: domy aukcyjne, galerie, e-galerie, akcje promocyjne, autopromocja twórców; ale: pedagogowie, struktury akademickie, środowiska krytyków i analizujących; w końcu: sami twórcy. Język używany w promocji, propagowaniu czy próbie opisu tego zjawiska rozczarowuje w podobnym stopniu, co zjawisko samo w sobie.

Słowo „młody/młoda” nie jest określeniem przynależności pokoleniowej, słowem neutralnym i informującym – tylko słowem mającym z automatu pozytywny wydźwięk, entuzjastycznie określający nurt, którego cechą charakterystyczną jest młody wiek wytwórców. To równie nonsensowne, jak „sztuka kobieca” w stosunku do całości zbioru obiektów, które wytworzyły kobiety, dedykowanie określonego koloru skarpet osobom między 40. a 55. rokiem życia, czy zmuszanie trzynastolatka do zabawy z innymi trzynastolatkami, powołując się na to, że należą do tej samej grupy rówieśniczej, zatem powinni się „dogadywać”.

Wedle tego toku rozumowania, należałoby sądzić, że „młoda sztuka” jako zjawisko, jest tylko częścią zbioru „młoda sztuka” rozumianego jako „twórczość osób przed 35. rokiem życia”. Istotnie jest jego częścią, ale taką, która zajmuje ok. 85-90 procent tego, co przedstawiciele dwóch pokoleń tworzą w ogóle. Pomimo trudności związanych z nomenklaturą, te dwa sposoby rozumienia młodej sztuki nie są swoimi synonimami.

Mówiąc wprost: młodą sztukę charakteryzuje niski poziom wykonania (zarówno formalnego, jak i konceptualnego), epigońskość zakrawająca o plagiat oraz podleganie sezonowym modom. Artystów trapi niemożność ustanowienia założeń czy manifestów, wręcz jawna niechęć do aktywności intelektualnej, brak równościowego stosunku do odbiorcy oraz asekuranckie podejście do własnej twórczości. Kondycja tego pacjenta – jak wynika z powyższego – jest rozpaczliwa. Co prawda – inaczej ten wykres wygląda dla komiksiarzy (wciąż margines życia artystycznego w Polsce), a inaczej dla malarzy (grupa nadal traktowana jako trzon dziedzin sztuk pięknych), ale uogólniając: jest źle.

c.d.n.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz